Blog o fascynacji, która zaczęła się od upieczenia własnej ręki.

526401_362121057231028_1352349070_n

Gdy byłam dzieckiem moimi ulubionymi postaciami z bajek byli Makłowicz, Pascal Brodnicki i Nigella Lawson.  Jednym z najstarszych wspomnień jakie mam to to, gdy jako kilkulatka podgrzewałam na słońcu wodę w moim żółtym czajniczku. W piaskownicy, bardziej niż grabkami, wolałam bawić się sztućcami ukradzionymi z kuchni i przygotowywać wykwintne posiłki dla królików. Lata spędzone na wsi nie były by aż taką sielanką bez kuchni babci Krysi. Ona na zawsze pozostanie moim niedoścignionemu wzorem. Pianka na mleku w temperaturze babcinej Mućki… Na lewym przedramieniu nadal mam cztery blizny. Powstały gdy zaintrygowana zawartością garnka położyłam swoją małą rączkę na gazowej kuchence. W wieku pięciu lat, Święta Boskiego Najedzenia spędziłam w szpitalu. Z tych dni pamiętam moją siostrę wnoszącą na salę słoik z pomidorową i bigos, który jadłam na pierwszy posiłek po powrocie do domu. Na tamtym szpitalnym łóżku wymyśliłam też swój pierwszy przepis (na zapiekankę z mikrofalówki). Okres nastoletniego buntu rozpoczęłam prawdopodobnie kradzieżą. Podebrałam mamie stówę z portfela, nakupowałam mąki i uczyłam się piec.  Przez kolejne lata nie raz doprowadzałam rodziców do szału, i nie rzadko kłótnie prowokował bałagan w kuchni i odmawianie jedzenia mięsa. Oh! Prawie bym zapomniała! Gdy byłam pierwszakiem, będąc sama w domu, chciałam podgrzać zupę i podpaliłam mojego ukochanego, włochatego kotka.

2106-2019-01497411578999713143195.jpeg

Jestem już „duża”, ale mój świat nadal kręci się wokół jedzenia. Jestem przeszczęśliwa, bo nawet by gotować, zarabiam gotowaniem. Przeprowadziłam się do Norwegii.  Tu imigranci sprzedają ryż ze Srilanki, makę teff z Etiopii, różowe pikle z Turcji i tysiąc innych produktów, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. „Norki” oprócz brunosta i multebær mają wegańskie produkty dostępne w każdej „Biedrze”. Zarówno po świecie, jak i po necie podróżuję w poszukiwaniu inspiracji do gotowania. Jezdnie – odpowiedz na każde pytanie. Gotuję gdy mam zły dzień. Gotuję gdy mam dobry dzień i chcę by był jeszcze lepszy. Ze znajomymi najlepiej bawię się w restauracjach. Przez 10 ostatnich lat, rodzice nie zdołali wyperswadować mi roślinnej diety. Tata niedawno przestał mieć zawiedzioną minę, gdy podaję mu talerz z bez mięsa. Teraz bierze dokładkę. Gdy odwiedzam mamę, często nie mogę znaleźć szynki w jej lodówce. Za to w szafce trzyma stos wydrukowanych z Internetu roślinnych przepisów. Przepełnia mnie duma, gdy jem gołąbki z pieczarkami, a ona opowiada jak cierpiała, gdy robiła tą bezmięsną „pituchę”. Chciałabym mieć dzieci głównie po to by móc więcej gotować. Mam nadzieję, że kiedyś będę potrafiła okazywać innym uczucia tak dobrze jak robiła to babcia Krysia.

2106-2019-02544041581222523675027.jpeg2106-2019-12062721564555215328943.jpeg

Ugotowałam wodę na słońcu w żółtym czajniczku, upiekłam własna rękę, kradziona mąka skończyła w zakalcu. Potem przekonałam rodziców do jedzenia „trawy”. Zorganizowałam niejedną kolację, przy której moi znajomi świetnie się bawili. Tysiące obcych mi ludzi zostawiło napiwek po zjedzeniu posiłku, który współtworzyłam. Następny krok dzielenia się tym co kocham jest inspirowanie innych.

To będzie blog z przepisami dla każdego.

Kategorie:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s